Marząc o sandaczach … cz.II

Wędkarstwo w ostatnich latach rozwija się niezwykle dynamicznie. Widzimy co rusz to nowe przynęty, wędziska, kołowrotki a i nawet sposoby łowienia ryb. Metamorfozie tej poddało się również wędkarstwo spinningowe. Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają.

Jakie? Mianowicie to, że w dalszym ciągu nie ma jakiegoś złotego środka na sandacze, a także to, że łowienie tych ryb sprawia dość duże problemy początkującym wędkarzom. W dalszym ciągu jesteśmy zmuszeni do testowania różnych przynęt, podglądania doświadczonych wędkarzy i nieustannego treningu, który na pewno pomoże nam się stać wytrawnym łowcą sandaczy. Będzie to dość długi proces, jednak jak wiem z doświadczenia efekty wynagrodzą nam nasz wysiłek.

Tak więc jak zabrać się do łowienia tych drapieżników tą metodą? Jakie przynęty stosować? Jakie wybrać łowiska?

Gdzie się wybrać na sandacze? Niejeden wędkarz zadaje sobie to pytanie. Czy wybrać rzekę? A może jezioro? Bez wątpienia dobrymi łowiskami sandaczowymi są o tej porze roku są duże zbiorniki zaporowe, głębokie powyrobiska i żwirownie. Atutem wyżej wymienionych łowisk są przede wszystkim warunki jakie tam panują: twarde dno, miejscami żwirowate, gdzieniegdzie leżące konary i gałęzie to bez dwóch zdań miejsce, gdzie może przebywać nasz cel. Mamy listopad i pierwsze przymrozki, które na pewno wzmogą aktywność sandacza co przejawi się większą ilością brań. Gdzie szukać sandacza w takim zbiorniku? Na pewno szukamy miejsc w miarę głębokich. Sandacz, tak jak i inne ryby wraz ze spadkiem temperatury będzie schodził głębiej, gdzie woda jest bardziej natleniona. Także miejsca gdzie łowiliśmy ryby jeszcze miesiąc czy dwa miesiące temu niekoniecznie sprawdzą się teraz. Jeśli przez nasze łowisko przepływa koryto starej rzeki również będzie to niezwykle interesująca miejscówka. Powyrobiska i żwirownie charakteryzują się nierównym dnem – licznymi górkami i dołkami, które na pewno należy obłowić. Znaczenie ma również pogoda jaka panuje w czasie naszego wędkowania. Lubię wędkować w dni pochmurne, ze średnimi podmuchami wiatru, czasami nawet i lekkimi opadami deszczu. Taka pogoda jak zauważyłem dobrze wpływa na nasz cel i w sumie wypada mi przyznać rację literaturze wędkarskiej.

Jaka przynęta? To kolejne pytanie, na które nie ma w stu procentach trafnej odpowiedzi. Proponuję gumy – zarówno rippery i kopyta. Sam stosuje maksymalnie 12cm. Ważne jest również obciążenie jakie dobierzemy do przynęty. Polecam klasycznie – im większa guma, głębsze łowisko tym większa główka. Co z kolorami? Tutaj ciężko coś podpowiedzieć. Nie ma jakiegoś uniwersalnego koloru. Wielu moich znajomych stosuje żółte gumy z czarnym grzbietem, perłowe, a jeszcze inni białe z niebieskim. Proponuje zabrać ze sobą całą gamę i zastosować metodę „ze skrajności w skrajność” czyli zacznijmy od jednego koloru, i zmieniajmy co jakiś czas bez kolorystycznego powiązania. Może wreszcie uda się trafić? W swoim pudełku mam zarówno wyżej wymienione gumy żółte z czarnym grzbietem, białe z niebieskim, białe z czerwonym, ostre seledynowe, i takie dość rzadko spotykane czarne czy fioletowe.

Jedna z najczęstszych przynęt sandaczowych

Można również zabrać imitacje różnych ryb, czy gumy z elementami ryb np. płetwami, bądź ogonkami o innym kolorze niż reszta gumy. Ktoś dobrze kiedyś powiedział, że „wyobraźnia wędkarza przy łowieniu sandaczy (wyborze przynęt, sposobu ich prowadzenia) odgrywa kluczową rolę, a przynęta im mniej racjonalna tym lepsza”. Chyba coś w tym jest. Podobnie z techniką prowadzenia. Nie popadajmy w monotonność i zmieniajmy ją, pamiętając, że sandacze to niezwykle ostrożne ryby.

Przynęty z rybimi elementami są równie skuteczne

Przejdę teraz do rzek. Gdzie tam szukać sandacza? Podobnie jak w metodzie gruntowej tak i przy spinningu polecam główki tam i znajdujące się poniżej główki warkocze. Chyba każdy z nas zastanawia się „co w warkoczu siedzi?” Miejsca te chętnie odwiedzają zandery, ponieważ natrafiają tam na m.in. kamieniste dno. Jednak nie przebywają tam przez cały czas, gdyż uniemożliwia im to nurt rzeki. Polecam łowić w tych miejscach szczególnie o świcie i zmierzchu. Ponadto szukamy ich tam gdzie pozostałych drapieżników – zatopione drzewa itp. W sumie miejsca nie będą różniły się od tych w metodzie gruntowej.

Sandacze potrafią udzielić nam lekcji pokory

Ciężko jest ująć wszystko co chce się przekazać odnośnie ryb w jednym artykule. Szczególnie sandacze potrafią nauczyć wędkarza jednej rzeczy – pokory. Dlatego też życzę Wam połamania kija i niezrażania się ewentualnymi „niespodziankami”.

Komentarze

  1. Mieczysław C.

    Moją drugą metodą, oczywiście ze sztuczną przynętą na sandacza o której pan tutaj nie wspomniał jest zdecydowanie kogut w różnych kolorach i tu właśnie zależy od humoru i upodobania ryby. Powiem szczerze, że na tak zwaną gumę czy błystki to bierze inny drapieżnik tylko nie sandacz. Jak do tej pory sandacza złapałem tylko na koguta, na moim łowisku ryby te są bardzo wybredne i naprawdę trudno zachęcić je sztucznymi przynętami. Tak że sandacza łowię tylko na filety lub koguty które robię na cały sezon przez długie zimowe dni, oczywiście jak nie jestem na lodzie. Pozdrawiam Czapek

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*