Memoriał im. Romana Banaszkiewcza

Po ubiegłorocznym debiucie w memoriale im. Romana Banaszkiewicza postanowiliśmy w tym roku ponownie pojawić się na tej imprezie pod egidą ForumWedkarskie.pl Uzbierało się nas trzech chętnych i walecznych. Wszyscy mieliśmy nadzieję na dobry występ i wysokie lokaty, tym bardziej że wielu wędkarzy z czołówki pomorskiego spławika wybrało tego dnia inne zawody. Niestety, tak jak w ubiegłym roku miałem mnóstwo szczęścia, tak w tym szczęście nie dopisało. Ale po kolei …

W niedzielę 21 sierpnia spotkaliśmy się przed 7.00 nad kanałem Piaskowym w zacnym gronie 35 wędkarek i wędkarzy z Trójmiasta. Pojawili się również koledzy z dalszych stron, nawet z jednego z kół z Ostródy. Sprawnie przebiegła odprawa i losowanie stanowisk i szybko ruszyliśmy na swoje stanowiska. Tym razem wylosowałem miejscówkę w środku stawki, stanowisko nr 24. Jeden z kolegów trafił trójkę a drugi 5-6 stanowisk ode mnie. A ja ponownie, tak jak w zeszłorocznych zawodach, trafiłem na bardzo przyjemne sąsiedztwo przemiłej pani Danusi z koła w Sopocie. I to było ostatni pozytyw mojego startu w tegorocznym memoriale.

Zawody zaczęły się o 9.00 przy pięknej, słonecznej i prawie bezwietrznej pogodzie.

Pierwsze stanowiska były kilkaset metrów od nas.

Nęciłem mieszanką Traper Gold Series z ziemią bełchatowska i połową gazety jokersa. Na początek wrzuciłem 12 kul wielkości kubańskiej pomarańczy.  Później donęcałem kulkami wielkości mandarynki. Przygotowałem sobie dwa baty, ósemkę i piątkę oraz odległościówkę. Przez pierwszą godzinę próbowałem łowić na ósemkę, kombinując z gruntem. Następną godzinę ćwiczyłem pod brzegiem na piątkę. Wreszcie zdecydowałem się poszukać ryb pod drugim brzegiem. Niestety, zaczęło mocno wiać i trudno było trafić zestawem w zanęcone miejsce. Wreszcie zrezygnowałem z łowienia na dystansie i wróciłem do batów. Moi sąsiedzi łowili pojedyncze ryby, niestety i pani Danusia i ja wciąż siedzieliśmy na zero. Około godz. 12.00 i do mojej sąsiadki uśmiechnęło się szczęście, trafiła miarowego okonka. Tym sposobem w sektorze ostałem się jako jedyny zawodnik bez ryby. Ostatnie dwie godziny łowiłem na zmianę, pół godziny ósemką, pół godziny piątką.

Właściwie to mogłem po losowaniu pojechać do domu, albo chociaż pospać w aucie i wrócić na ostatnie 15 minut. Właśnie przez ostatni kwadrans zacząłem łowić ryby, całe cztery leszczyki o łącznej masie 485g. Punktualnie o 13.00 skończyliśmy zawody i wtedy zaczęło … lać. Zdążyłem schować do auta pokrowiec z wędkami, resztę pakowałem w deszczu moknąc przy okazji dokumentnie.

Po ważeniu udaliśmy się na pobliskie gospodarstwo gdzie czekał na nas catering. Po smacznym posiłku doczekaliśmy się wreszcie wyników współzawodnictwa. Urobek był różny, od ponad 3 kg do zera. Aby wygrać nasz sektor wystarczyło 2kg.

Całą imprezę prowadzili pani Barbara oraz pan Bogdan. Nad prawidłowym obliczaniem wyników czuwał kolega Patryk.

W Sektorze A najlepszy wynik to ponad 3kg a w C niecałe 2,5kg. Nasza reprezentacja w zdecydowanej większości stanęła na wysokości zadania. Jonasz zrobił drugi wynik w sektorze waga 2570g i czwarty w końcowej klasyfikacji, Marcin również był drugi w swoim sektorze z wynikiem 1695g i szóstym w generalce a mi przypadło w udziale jakże chwalebne ósme miejsce w sektorze i trzecia dziesiątka w całej stawce.

Marcin przytulił również nagrodę za największą rybę zawodów – leszcza 1080g.

Koledzy godnie zaprezentowali barwy naszego Forum na tej imprezie, mój wynik można by podsumować w kilku żołnierskich słowach, których tu nie przytoczę. Mimo wszystko już umówiłem się z panią Danusią na „za rok” …

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*