Wędkarz powinien być człowiekiem myślącym i dążącym do doskonalenia własnych umiejętności. Powinien też umieć dostosować się do każdych warunków na łowisku, tak aby łowić skutecznie i, co chyba najważniejsze, z przyjemnością. Wszyscy wiemy jak ważnymi aspektami wpływającymi na komfort wędkowania są warunki atmosferyczne. Jednym z kluczowych jest wiatr. Łowiąc na grunt czy metodą angielską nie jest to tak uciążliwe jak przy łowieniu pełnym zestawem. Dość duży opór stawia sam blank długiego wędziska a do tego podmuchy potrafią szarpać i przesuwać zestaw. Europejscy mistrzowie bata, czyli francuzi, wymyślili lekarstwo i na to. Połączyli elementy pełnego zestawu i angielskiej metody odległościowej, z czego wyniknął mieszaniec zwany frangielką. Klasyczny zestaw do bata uzbrojono spławik typu waggler co spowodowało, że najbardziej narażony na wietrzne ekscesy odcinek żyłki między spławikiem a szczytówką bardzo łatwo zatopić i utrzymać pod powierzchnią wody.
Zwykle mam jeden taki zestaw w szufladzie kosza zbudowany pod bata 7m, który jest dla mnie podstawowym wędziskiem. Jako żyłkę główna używam miękkiej i tonącej 0,14. Spławki raczej delikatne, np. 3+1g, czyli 3 g wstępnego dociążenia w korpusie i dodatkowe 1g na żyłce.
Spławik po wygruntowaniu blokuję na stałe dwoma stoperami gumowymi lub specjalnym łącznikiem również zapożyczonym z metody angielskiej. Jednak stopery świetnie spełniają swoja rolę i nie widzę konieczności inwestowania dodatkowej kasy.
Nieco nad przyponem umieszczam resztę potrzebnego obciążenia w postaci 3-4 śrucin. Do tego na przyponie wieszam jeszcze 0,09g jako sygnalizacyjną.
Zestaw zarzuca się „spod siebie”, aby uniknąć niepotrzebnego ryzyka uszkodzenia blanku przez obciążenie skupione na korpusie spławika. Sam zestaw jest na tyle ciężki, że mimo wiatru można daleko i dokładnie zarzucić a taka technika rzutu również chroni od przeciążeń powodowanych przez wiatr. Po zarzuceniu zanurzam szczytówkę na jakieś 20-30cm i szybki ruchem cofam wędzisko jednocześnie zatapiając żyłkę. Sam zestaw oczywiście będzie się poruszał przy wietrznej pogodzie ale nie będzie to tak szybki spływ jak w przypadku gdy żyłka poruszana jest falami i wiatrem na powierzchni wody.
Sam pomysł znalazłem kilka lat temu w jednym z numerów Wiadomości Wędkarskich i początkowo potraktowałem jako rodzaj ciekawostki, która owszem, jest interesująca, ale dla mnie nie przydatna. Ponieważ 95% mojego wędkowania to bat, w końcu dopadł mnie problem silnego bocznego wiatru. Często po prostu rezygnowałem z wybranej miejscówki i szukałem innej, bardziej osłoniętej. Wreszcie zaświtało mi, że kiedyś ktoś ten problem już rozwiązał i gdzieś o tym czytałem. Recepta okazała się prosta i skuteczna. Dziś można znaleźć o frangielce sporo w Internecie łącznie z filmami instruktażowymi gdzie jak na dłoni widać wszystko krok po kroku, budowę zestawu i technikę wędkowania.
Zachęcam wszystkich do szukania własnych rozwiązań problemów, z którymi przychodzi nam się zmierzyć na łowiskach. Nie warto odpuszczać kiedy czasem rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki i to prostsze niż się może wydawać.