Witajcie moi drodzy. Jak zauważyliście, dziś postaram się podjąć dość trudny i poważny temat. Choroby występujące u ryb mogą być bowiem często sygnałem, że ze środowiskiem wodnym, w danym obszarze, dzieje się coś złego. Być może, rozpoznanie chorej ryby pozwoli Wam zainterweniować, zanim jeszcze będzie za późno. Tematem tym zainteresowałem się nie bez powodu. W zeszłym miesiącu podczas kilkudniowej zasiadki, trafił mi się chory karp. Wyglądał bardzo mizernie, ponieważ na odcinku od pyska do potylicy znajdowała się dość duża narośl, która częściowo zaczynała wchodzić na jedno oko, sprawiając, że to stawało się wyłupiaste. I nie będąc weterynarzem można było stwierdzić, że za jakiś czas prawdopodobnie zaniknie u niego zmysł wzroku. Smutno było mi na to patrzeć, ponieważ był to osobnik ponad 10-letni, a więc swoje już przeżył. Po przeczytaniu kilku artykułów na ten temat stwierdziłem, że narośl była guzem nowotworowym, który może być spowodowany przez kilka czynników – (wspomniane wyżej) środowiskowe, urazowe bądź genetyczne. We wszystkich przypadkach jednak nowotwór może okazać się złośliwy, a więc dawać przerzuty i stopniowo wyniszczać organizm (tak jak u człowieka). Niestety, na guzy u ryb nie ma żadnej rady. Jeśli zdarzy Wam się złowić rybę z naroślą, nie próbujcie jej usuwać. Lepiej wypuścić taką rybę do wody i poinformować najbliższy oddział PZW (dobrze zrobić rybie zdjęcie przed wypuszczeniem).Niestety, nowotwory to nie jedyne utrapienia, z jakimi muszą borykać się ryby: Pleśniawka
Pleśniawka jest chorobą dotykającą wszystkie gatunki ryb. Jest wywoływana przez grzyby znajdujące się w wodzie, powstające na skutek rozkładu organizmów żywych bądź chociażby zanęty. Stąd tak ważnym jest, by nie przekarmiać ryb w niewielkim łowisku. Zalegające resztki mogą okazać się później źródłem tej nieprzyjemnej choroby. Zazwyczaj grzyby wywołujące pleśniawkę nie stwarzają zagrożenia dla zdrowia ryb. Mogą jednak zainfekować je w wyniku osłabionej odporności lub urazu mechanicznego (np. otarcia czy obicia). Słaba odporność może wynikać chociażby ze źle zorganizowanego transportu narybku, przy zarybieniach, bądź też z innego, nie pleśniawkowego, wirusowego osłabienia organizmu. Urazy mechaniczne mogą z kolei być efektem chociażby niewłaściwego obchodzenia się z wypuszczaną rybą. Rozwojowi pleśniawki sprzyja niska temperatura wody, ponieważ rany dużo wolniej się w niej goją. Pierwszym objawem pleśniawki jest biały, nitkowaty nalot na płetwach. Później choroba rozprzestrzenia się na całe ciało. Ryba staje się ospała i przestaje żerować. Prędzej czy później, prawdopodobnie umrze. Jeśli grzyb rozwinie się na skrzelach – śmierć nastąpi natychmiast. Na szczęście (w nieszczęściu) pleśniawka jest chorobą dotykającą pojedyncze osobniki.
Ospa rybia Ospa rybia jest dość trudna do zdiagnozowania we wczesnym stadium rozwoju. Jest wywoływana przez pasożyta rozwijającego się na skórze ryb. W zależności od tego, gdzie ulokuje się pasożyt, ryba może umrzeć szybko (skrzela), lub bardzo wolno i boleśnie. Objawem zaawansowanego stadium choroby są odchodzące od ciała, nawet kilkunastocentymetrowe płaty skóry. Choroba jest na pierwszy rzut oka podobna do pleśniawki, z tym że nie mamy tu do czynienia z białym, nitkowatym nalotem na ciele, ale z białymi plamami, a mówiąc wprost – z surowym, odsłoniętym mięsem. Rozwojowi pasożyta sprzyjają wysokie amplitudy temperatur, więc występuje on raczej w niewielkich zbiornikach, w których woda może szybko oddawać i przyjmować ciepło. Ospa rybia również może prowadzić do śmierci, lecz tak jak pleśniawka, w większości przypadków dotyczy pojedynczych egzemplarzy.
Flexibakterioza Zwana jest też chorobą bawełnianą. Jak mówi sama nazwa, jest ona powodowana przez bakterie. Te, mnożą się na zainfekowanym organizmie zarówno na zewnątrz jak i zarażając organy wewnętrzne. Co ciekawe, bakterie powodujące flexibakteriozę przebywają na stałe na ciele niektórych ryb, ale infekują ich organizmy dopiero w momencie, gdy pojawiają się ku temu specyficzne warunki. Jednym z nich jest wpuszczenie ryb (np. podczas zarybienia) do zbiornika po długim, ciężkim transporcie. Z niewiadomych mi przyczyn, niektóre osobniki mogą zostać zainfekowane właśnie wtedy przez bakterie. Drugim warunkiem sprzyjającym infekcji, jest słabe natlenienie wody. Jak wiadomo, to może wystąpić rzadko, ale zdarza się, że po zejściu lodu niektóre ryby ulegają infekcji. W zbiornikach naturalnych choroba występuje rzadziej niż w sztucznych stawach hodowlanych. Jednakże, w tym przypadku jedna ryba, przy sprzyjających warunkach, może zarażać inne, stąd flexibakterioza jest bardzo niebezpieczna. Objawem tej choroby są podobne do pleśniawki. Na ciele ryb pojawia się biały nalot, przekrwione plamy, ubytki w skórze. Mogą również odpadać im łuski. Przy tym zarażone osobniki stają się ospałe i chimeryczne. Często pływają ogłupiałe, ignorując otoczenie do tego stopnia, że można by je dosłownie złapać w rękę.
Podane powyżej przykłady chorób: nowotwory, pleśniawka, ospa czy flexibakterioza, występują na szczęście dość rzadko w polskich wodach. Warto na wszelki wypadek pogłębiać swoją wiedzę w tym zakresie, czytając internetowe fora czy strony poświęcone wędkarstwu, chociażby www.wedkuje.pl , bo informacje które tu podałem z pewnością mogą zostać uzupełnione i rozszerzone przez osoby znające się na tym temacie zdecydowanie lepiej. Równocześnie w razie zauważenia (lub złapania) wyraźnie chorej ryby, warto skontaktować się z najbliższym oddziałem PZW, i w razie potrzeby zostawić rybę i przekazać ją Związkowi/sanepidowi w celu przeprowadzenia specjalistycznych badań. W większości przypadków choroba nie będzie zaraźliwa, ale i tak, prędzej czy później, prawdopodobnie doprowadzi do śmierci zainfekowanej ryby. W tym przypadku nawet zwolennicy C&R powinni mieć na uwadze, że zabranie życia jednej rybie może w niektórych sytuacjach uratować nawet całą populację w zbiorniku. Życzę Wam jednak, abyście nigdy nie spotkali się z chorą rybą. Im mniej takich osobników w naszej wodzie, tym lepiej dla środowiska.
Na koniec – nie radzę spożywać zainfekowanych bądź chorowitych ryb. Póki nie jesteście ichtiologami, rozpoznającymi „bezpiecznie” i „niebezpieczne” dla ludzkiego zdrowia choroby u ryb, lepiej nie ryzykować.
Pozdrawiam, i do usłyszenia w następnym, bardziej „wędkarskim” już artykule 🙂