W czerwcu zeszłego roku, po raz pierwszy miałem styczność z tym modelem. Szukałem wtedy niedrogiego, „zapasowego” kołowrotka do drugiego zestawu, przy ciężkim i średnio-ciężkim spinningu sandaczowo-szczupakowym. Spośród kilku branych pod uwagę modeli, to właśnie Okuma zrobiła na mnie największe wrażenie. I nie mam tu na myśli tylko jakości wykonania (bo ta nie pozostawia jakoś dużo do życzenia), ale również właściwości techniczne, w tym naprawdę godny pochwalenia nawój żyłki, bezszelestną wręcz, gładką pracę przy aluminiowej szpuli i bardzo precyzyjny hamulec. Jak do tej pory, w tym przedziale cenowym, w mojej wędkarskiej karierze podobne wrażenie zrobił na mnie jedynie Robinson Quartz Pro Spin który, choć wciąż jest moim numerem 1, to jednak wyprzedza Okumę jedynie o krok. No właśnie – 1 krok to dużo, czy mało?
Konstrukcja jest dość solidna, choć lakierowany plastik szybko się brudzi. Grafitowa rączka jest dużym zaskoczeniem i minusem tego kołowrotka. Cienka rurka kabłąka sprawia wrażenie słabej, ale to tylko pozory.
Okuma ma 3 łożyska kulkowe, oraz jedno łożysko rolkowe, opowiadające za natychmiastową blokadę obrotów wstecznych. Ten system spisuje się bardzo dobrze, pracując cicho i miękko, choć ta przesadna wręcz miękkość dla niektórych może okazać się minusem, zwłaszcza przy łowieniu w wodach stojących. Niemniej, każdy z pewnością doceni płynność obrotów podczas łowienia na rzekach – zarówno małych, jak i dużych. Ciężkie przynęty prowadzone pod nurt nie robią na Okumie dużego wrażenia.
Inspira świetnie tłumi wibracje, nawet przy tak intensywnie pracującym woblerze jak Super Frog.
Model o największej pojemności szpuli (FD 440) wybrałem nie bez powodu – przy odpowiedniej ilości podkładu (szpula mieści 210 metrów żyłki 0,30mm), można znacząco podnieść ilość nawijanej przy jednym obrocie linki, a tym samym „podrasować” przełożenie. Dodatkowo ten model waży dość sporo, bo aż 270g, dając tym samym, w połączeniu z odpowiednio dobraną wędką, odczucie solidności trzymanego w ręce sprzętu.
Nawój linki stoi na wysokim poziomie – jest dokładny i równy. Krawędź szpuli głównej, pokryta azotkiem tytanu, po roku używania ma wiele ubytków i niewielkich wgłębień.
Na niekorzyść Inspiry działa jednak jakość użytych materiałów. Ot, chociażby korbka wykonana z grafitu (jak twierdzi producent – nieodkształcalnego) okazuje się mieć tendencję do skrzypienia przy dużym obciążeniu w postaci kilku kilogramowej ryby. Występuje wtedy nieprzyjemne wrażenie, jakoby korbka miała się za chwilę złamać w pół. Nic takiego oczywiście nie następuje, ale moim zdaniem to duży minus na niekorzyść producenta. Koszt wykonania korby z aluminium, która już nawet w najtańszych młynkach jest często standardem, prawdopodobnie nie nadszarpnąłby kieszeni firmy Okuma, i z pewnością nie wpłynąłby znacząco na wagę kołowrotka. Drugim minusem materiałowym jest zapasowa szpula z grafitu, która nawet przy lżejszych (10-15g) przynętach wydaje nieprzyjemne trzaski i sprawia, że kołowrotek pracuje zdecydowanie głośniej niż przy aluminiowej szpuli głównej. Inspira, w zależności od modelu, kosztuje ok. 120-140zł. Nie jest to cena najwyższa, ale biorąc pod uwagę użyte materiały – odrobinę wygórowana.
Zapasowa szpula grafitowa to standard w tej klasie cenowej. Niemniej praca tego kołowrotka na grafitowej szpuli pozostawia sporo do życzenia.
Ok, starczy narzekania. Prawda jest taka, że Inspira to naprawdę dobry młynek, który rekompensuje nam garstkę swych minusów właściwościami pracy. Cała konstrukcja jest solidna, a elementy dobrze spasowane. Po roku operowania tym kołowrotkiem w różnych warunkach pogodowych – deszczu, śniegu, upałach; na dużych rzekach i zbiornikach zaporowych, mogę Wam go śmiało polecić.
Pozdrawiam
Komentarze