O woblerach tej firmy mógłbym pisać godzinami, wymieniając kolejne modele, ich zalety (bo wad raczej nie mają), czy chociażby ryby, jakie udało mi się za ich pomocą złowić (a trochę by tego było…!). Niemniej, przyznam szczerze, że w związku natłokiem pracy artykuł ten powstaje „na kolanie”. Zmuszony jestem ograniczyć się do opisania kilku ulubionych, najbardziej cenionych przeze mnie modeli, zajmujących szczególne miejsce zarówno w moim pudełku, jak i w pamięci.
Salmo Lil’bug To przynęta z rodziny „smużaków”, czyli woblerów powierzchniowych o bardzo specyficznej pracy. Wbrew pozorom, nie jest to typowa imitacja żuka, sprawdzająca się tylko na kleniach, jaziach czy pstrągach. Z pomocą tego woblera wyciągałem z wody również okonie, bolenie, a nawet szczupaki. Te ostatnie, rozsmakowały się wręcz tego lata w Lil’bugu do tego stopnia, że po raz pierwszy w życiu zostałem zmuszony do stosowania cienkiego przyponu wolframowego. Przejdźmy jednak do konkretnych danych: Lil’bug występuje w dwóch rozmiarach – 2,5 oraz 3 centymetry. Ta niewielka z pozoru różnica okazuję się być jednak znamienna. Przy stosowaniu egzemplarzy w większym rozmiarze, eliminujemy w duży stopniu brania ryb niewymiarowych. Możemy natomiast, poza dużymi kleniami, pstrągami itp., liczyć również na ładnego bolenia, czy chociażby brzanę, leszcza… a więc ryby o większym aparacie gębowym. Z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że chętniej zbierają one z powierzchni 3-centymetrową wersję tego woblera. 2,5cm jest natomiast świetnym wabikiem, głównie na średnich rozmiarów klenie i pstrągi, ale również na ładne rzeczne okonie, jeśli obławiamy nim pozatapiane drzewa. W ofercie wędkarski.com znajdziecie całą gamę rozmiarów jak i kolorów tej przynęty. Jest więc w czym wybierać. Szczerze polecam zaopatrzyć się co najmniej w jedną sztukę. Lil’bug to obowiązkowe wyposażenie wędkarskiego pudełka.
Salmo Hornet Hornet to chyba najbardziej znany z woblerów Salmo. Występuje w kilkunastu wersjach wielkościowych i kolorystycznych, a większość z tych wersji dodatkowo również w wariantach tonących i pływających. Moim ulubionym woblerem jest zdecydowanie 3,5cm H3F o wadze 2,2g, schodzący do głębokości około 1 metra. To typowy „killer” na większość gatunków ryb, począwszy od kleni, jazi czy okoni, poprzez bolenie czy brzany, a na szczupakach i sandaczach kończąc. Kiedyś czytałem artykuł na temat Horneta, zatytułowany „Co jeszcze mogę na ciebie złapać?”. Tytuł mówi sam za siebie, a ja zdecydowanie potwierdzam, że złowić na Horneta można dosłownie wszystko. H3F to typowa powierzchniówka, w dodatku pływająca, więc można nią obłowić naprawdę solidny kawałek każdej rzeki. Puszczony z nurtem staje się bronią dalekiego zasięgu, umożliwiającą precyzyjne poprowadzenie pod zwisami czy tuż przed powalonymi drzewami. Lecz to nie jego największy atut. Tym bowiem, jest jego świetna, agresywnie kolebiąca praca, której nie oprze się chyba żaden drapieżnik, jak i często również białoryb.
Salmo Tiny Choć Tiny to najmniejszy wobler z rodziny Salmo, to jednak nie ustępuje swoją skutecznością większym braciom. Przy tym, potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć, prowokując nie tylko okonie, klenie czy jazie, ale również wzdręgi i płocie – niejednokrotnie zdarzało mi się wyciągać spomiędzy trzcinowisk sztuki ponad 30-centymetrowe. Tiny występuje zarówno w wersji pływającej jak i tonącej. Ta pierwsza zdecydowanie lepiej sprawdzi się w letnich miesiącach, gdy ryby żerują na latających owadach. 3-centymetrowy wobler przypominający żuka, spadający z pluskiem do wody potrafi zachęcić do „ataku” praktycznie każdą rybę, nawet tą spokojnego żeru. To małe cudo pracuje tuż pod powierzchnią, sprawdzając się najlepiej w niezbyt głębokich jeziorowych zatoczkach, płytkich górskich rzeczkach. Wersję pływającą często stosuję również na Warcie, Gwdzie czy Noteci – puszczona z nurtem jest łatwa do kontrolowania i pozwala obłowić w jednym rzucie nawet kilkudziesięciometrowy odcinek rzeki.
Mam nadzieję, że taka krótka recenzja pomoże rozwiać (jeśli takowe macie) wszelkie Wasze wątpliwości do co woblerów marki Salmo. Ja wiem i świetnie rozumiem, że można kupić woblery tańsze, ale uwierzcie mi, istnieje bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że okażą się TAK skuteczne. Wobki od Salmo to majstersztyki pod względem wykonania. Warto więc mieć w pudełku choć kilka sztuk tej firmy. Ich zakup z pewnością szybko zrekompensuje jakaś ładna ryba. Ps. Pamiętajcie, że stosowanie lekkich woblerów (jak te wspomniane w artykule) wymaga użycia lekkiego wędziska (najlepiej okoniowego) oraz cienkiej żyłki (myślę, że maksymalnie do 0,18mm średnicy).
Pozdrawiam!