Nareszcie weekend obdarzył nas piękną pogodą. Za oknem prawie 30 stopni ciepła a więc aura typowo wakacyjna. Spragniony wędkarskich emocji postanowiłem wybrać się po raz kolejny w tym sezonie na wędkarski szlak. Z doborem łowiska tym razem nie miałem większego problemu, gdyż zdecydowałem się po raz pierwszy w tym roku odwiedzić łowisko Szymanowice. Jak wiecie niejednokrotnie wędkowałem już na tym zbiorniku, także woda ta nie jest mi obca, a może zaryzykuje nawet stwierdzenie, że dość dobrze znana.
Przy okazji tego wyjazdu miałem możliwość testowania zanęty firmy GoldFish. Firma ta dopiero w tym sezonie zadebiutowała na rynku jednak nie przeszkodziło jej to przygotować wędkarzom prawdziwą gamę zanęt. W ofercie znajdziemy następujące rodzaje zanęt: Leszcz, Karp, Baza, Feeder, Lin-Karaś, Płoć, Płoć czerwona, Jezioro, Rzeka. Jak widać, nawet najbardziej wymagający wędkarze znajda mieszankę dla siebie.
Przygotowując się do wyjazdu postanowiłem, że tym razem zdecyduje się na tzw. „drugą zmianę” – poczekam aż pierwsza fala wędkarzy łowiących od świtu opuści łowiska, a ja pojawię się na nim około południa. Tak tez się stało. Na miejscu jestem około 13:00. Moje ulubione miejsca okazują się zajęte. Postanawiam więc zająć pierwsze wolne blisko parkingu, aby po prostu nie nosić daleko wszystkich „klamotów”. Metodą na jaką się zdecydowałem był oczywiście feeder. Obserwując, że wędkarze nie moczą siatek w wodzie , domniemam iż tego dnia raczej brania są mizerne. Czas przygotować zestawy. Zdecydowałem się na dwojakie rozwiązanie. Na jeden zestaw założyłem większy hak – 10 Gamakatsu 3310 i na przypon plecionkę 0,06 mm. Na drugi powędrował haczyk 14 Catana i żyłka 0,12 mm. Pomyślałem, że może warto coś odmienić, że skoro brania są słabe może warto założyć delikatny zestaw. Ponadto, jeśli będzie branie choćby niedużego karpika to będzie fajna zabawa, szczególnie, że wędzisko Shimano Alivio Medium Feeder, jest wędziskiem niezwykle miękkim, więc każdy hol choćby średniej wielkości ryby, to bardzo duża frajda. Przygotowałem mieszankę składającą się z zanęty Baza i zanęty Karp, oczywiście firmy GoldFish.
Na grubszy zestaw wędruje kukurydza i białe robaki, na delikatny kilka pinek. Pierwszy rzut i od razu branie. Na haczyku zawisła płotka, po niej kolejna i kolejna. Przez pierwsze 30 minut sytuacja się powtarza. Postanawiam zmienić coś w przynęcie. Zmieniam ułożenie pinki. Najpierw biała, później czerwona i tak na przemian. Kolejne branie, wędzisko wygięło się bardzo ładnie, zacięcie, ryba ucieka lekko w lewą stronę w kierunku trzcin. Mały hak nie pozwala mi na wiele, dlatego zdaję sobie sprawę, że hamulec kołowrotka musi być ustawiony perfekcyjnie, aby współpracując z kijem amortyzował w jak największym stopniu odjazdy ryby. Po kilku chwilach ryba jest już w podbieraku. Okazuje się nią bardzo ładny karaś srebrzysty. Miarka wskazuje 43 cm. Pomyślałem, że pomogło kombinowanie z przynętą. Na kolejne brania nie czekałem zbyt długo.
Co chwila coś się działo, płotka, jaź, leszcz, karaś, japoniec, ale bez karpia. Jednak 90% brań było na delikatny zestaw. Na drugiej wędce zamieniłem kukurydzę na białe robaki, które moczyłem w dipie Japońska kałamarnica. Muszę przyznać, że efekty były lepsze aniżeli wcześniej. Zaczęły się trafiać leszcze i karasie. Około 18:00 na wędzisko z delikatnym zestawem holuję niedużego karpika. Kiedy szykuję się już do podebrania go, drugie wędzisko (z białymi robakami maczanymi w dipie) wygina się praktycznie do połowy i za chwile ląduje w wodzie, a podpórka zostaje wyrwana. Kapitalne branie. Zacinam, coś jest. Po kilku minutach holu przy powierzchni widzę karpia, około 50 – 55 cm. Jednak praktycznie w ostatnich chwilach ryba robi obrót i schodzi z haka. Szkoda, bo na pewno uwieńczyłaby ten wyjazd. Jednak do wieczora udaje mi się złowić jeszcze dwa karpiki, o długości 38 i 40 cm.
Reasumując, wyjazd na duży plus. Brań miałem sporo. Łącznie złowiłem 3 karpiki, 4 japońce, 2 złote karasie, 10 leszczy, 6 linków i masę różnej wielkości płoci. Dodatkowo miałem możliwość testowania zanęt GoldFisha i pierwsze wrażenia są na duży plus. Nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o brania, ale o to, że zanęta jest dopracowana. Bardzo dobrze smuży i pracuje, a to jest najważniejsze. Polecam Wam spróbować mieszanek tej firmy. Dodam, iż dobrym rozwiązaniem jest specjalne zamknięcie, które pozwala przechowywać niewykorzystaną zanętę jeszcze przez długi czas, bez obawy, że straci ona swoje walory. Na pewno zostanę przy GoldFishu w kolejnych wyjazdach.