Moja przygoda z jerkami cz.I

Cóż,  kilka dni temu wszyscy hucznie otworzyliśmy nowy sezon szczupakowy. Nad wodę wybiegły tłumy spragnionych zielono-żółtych cętek wędkarzy. Ci bardziej ruchliwi złapali za spinning, a ceniący wygodę z kolei za żywcówki. Ja należę do grona tych pierwszych, choć od czasu do czasu przy ładnej pogodzie nie pogardzę dłuższą zasiadką na zębatego. Niemniej, do tego sezonu postanowiłem podejść, że tak to ujmę, innowacyjnie. Do mojej wędkarskiej kolekcji dołączyły bowiem szczupakowe jerki. Przyznam szczerze, że z metodą castingową miałem do tej pory do czynienia tyle, co z lotem w kosmos. Co więcej, nie mam zarówno multiplikatora, jak i wędki castingowej, lecz mimo to postanowiłem spróbować. Do odważnych świat należy. Cel na kwiecień był taki:Po pierwsze przeszukać internet, poczytać co, gdzie a przede wszystkim jak łowić. Dowiedzieć się, czy da się łapać szczupaki na jerki bez multiplikatora i odpowiedniej wędki. Po drugie, bardzo istotne, w toku tych poszukiwań znaleźć jerki cieszące się dobrą opinią, i nie nadwyrężające zbytnio kieszeni (na wypadek, gdyby ta metoda nie przypadła mi do gustu) Po trzecie – modlić się żeby cokolwiek z tego wyszło.

Osiągnięcie pierwszego celu okazało się najłatwiejsze – po kilku minutach surfowania po sieci okazało się, że że moja wędka do ciężkiego spina (cw.10-40g, dł. 2,4m) wystarczy niewymagającemu wędkarzowi do łowienia na lżejsze jerki. Nie musiałem więc martwić się o wysokie koszty multiplikatora i krótkiej wędki castingowej. Potwierdziło to wiele obejrzanych filmów w serwisie YouTube oraz artykuły w serwisie www.wedkuje.pl Do tego zestawu dołożyłem solidny, gruntowy kołowrotek w rozmiarze 40 z nawiniętą grubą plecionką (0,2mm) i mógłbym już ruszać nad wodę, gdyby nie brak… jerków.Znalezienie odpowiednich jerków nie było już takie proste – nie na wszystkie da się łowić spinningiem, i nie każdym jerkom sprosta moja wędka. Po kilku godzinach wertowania stron producenckich, wszelkiego rodzaju grup dyskusyjnych itp. znalazłem to czego szukałem – cieszące się bardzo dobrą opinią wśród polskich i zagranicznych wędkarzy castingowych, jerki Baby Buster firmy Strike Pro.  Kilka dni później mój arsenał powiększył się o dwie sztuki. Cytując producenta: „Sprawdzają się zarówno w castingu jak i spinningu”. Co najważniejsze – ich długość to 10cm, a waga 25 gram. Moja wędka poradziła więc sobie z nimi bez problemu. Jak się okazało, w połączeniu z moją wędką łatwo osiągnąć nimi 40-50 metrowe rzuty, więc na prawdę – super sprawa. Baby bustery schodzą do głębokości około pół metra w spinningu, i metr w trollingu (choć ta druga wartość mnie nie interesuje). Podsumowując – to idealne jerki do ciężkiego spinningu na płytkich jeziorach, oraz do obławiania przybrzeżnych pasów trzcin.  1 maja z rana pozostało mi już tylko zmówić paciorek, żeby to wszystko jakoś zadziałało i pojechać nad wodę.

Gdy dotarłem nad okoliczne jeziorko zegar wybił godzinę 5.30. Słońce wschodziło, a na taflę pięknie opadała mgła. Co jakiś czas można było usłyszeć spławiające się ryby. Dzień idealny, że tak powiem. Zacząłem składać zestaw szczęśliwy, że za moment wypróbuję kupione jerki, gdy nagle w oddali usłyszałem głosy kilku osób. Jak okazało się chwilę później, byli to moi koledzy z koła, wędkarze spinningiści, z którymi rok w rok spotykam się tradycyjnie na tym samym stawie o godzinie 6 rano, a o czym zupełnie zapomniałem (przez to całe zamieszanie z jerkami!) Postanowiłem udawać, że nic się nie stało, i że na miejsce przyszedłem celowo o wyznaczonej godzinie. Ot, jak gdyby nigdy nic, wszystko gra. Po dwudziestu minutach rozmów przy kawie i montowaniu sprzętu, wyruszyłem po mojego pierwszego, majowego szczupaka… 

CDN.. 

Pozostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*