Dragon Boat Master – duży gracz, mała cena

Jakiś już czas temu zastanawiałem się nad zakupem niedrogiego kołowrotka, który docelowo miał być przeznaczony do ciężkiego zestawu gruntowego na dużych rzekach. Po kilku nocach spędzonych na przeglądaniu oferty producentów, czytaniu recenzji w internecie i wertowaniu kartka w kartkę czasopism wędkarskich mój wybór padł na Dragon Boat Master 750i.  Kołowrotek jest reklamowany przez producenta jako przeznaczony głównie do połowów morskich, ale znajdujący także zastosowanie przy ciężkich zestawach gruntowych. Jak dla mnie jest to jednak kołowrotek typowo gruntowy, który ze względu na zastosowane w nim technologie antykorozyjne znajdzie zastosowanie także na morzu. Niemniej marketing zostawiam specom, a Wam przedstawiam Boat Mastera – oto moja opinia po roku korzystania z tego sprzętu:

Na pierwszy rzut oka kołowrotek ten sprawia bardzo dobre wrażenie. Swoim rozmiarem i wagą przypomina mi czasy dzieciństwa – kultowe Defliny, Relaxy , czy Prexery, kiedy sam kręciołek ważył tyle, co reszta ekwipunku. I bardzo dobrze. Tamte kołowrotki służyły bezawaryjnie długimi latami i były praktycznie niezniszczalne. Podobnie jest z Dragonem – sprawdzi się w każdej metodzie, która nie wymaga ciągłego trzymania kija w ręku – jak do tej pory służył mi dzielnie nie tylko przy ciężkim feederze na Warcie i Odrze, ale też na licznych zasiadkach karpiowych, na „żywcówce” , oraz przy okazji wakacyjnych połowów z plaży. Wyholował w zeszłym sezonie kilka naprawdę grubych ryb, i ani razu przy tym nie stęknął.

To jeden z ładniejszych kołowrotków dostępnych obecnie na rynku, lecz niech nie zmylą Was jego łagodne barwy – w środku kryje się diabelska moc.

Przyglądając mu się bliżej widać, że przy jego produkcji zadbano o detale. Korpus jest dobrze spasowany, nic w nim nie trzeszczy i nie stuka. Aluminiowa rączka i szpula główna to już standard u Dragona, którego w Boat Masterze nie mogło zabraknąć. Kilkakrotnie już spotkałem się ze stwierdzeniem, że kołowrotek jak i wędka do metody gruntowej powinny być w miarę lekkie, bo przy częstym zarzucaniu męczy się ręka. Zgoda – jeśli ktoś nie jadł śniadania. W trakcie kilkugodzinnego łapania zestaw przerzucimy maksymalnie 30-40 razy (o ile będą brania), więc nie ma co przesadzać, żadna kończyna się nam nie złamie. Dragon i owszem, swoje waży, bo aż 500 gramów, ale sprawia przy tym wrażenie naprawdę solidnego sprzętu, i tak też jest w istocie. Kołowrotek stosowany przy ciężkim feederze musi być maksymalnie mocny oraz odporny na przeciążenia, a Dragon idealnie wpisuje się w te kryteria.  Biorąc pod uwagę fakt, że korpus jest wykonany z lekkiego grafitu, trzymając go w dłoni można od razu uświadomić sobie, jak potężny mechanizm musi skrywać się w środku – Boat Master pracuje naprawdę gładko i cicho, co jest zasługą 6 stalowych łożysk, a dodatkowe łożysko rolkowe niweluje wszelkie luzy na rączce i znacząco wpływa na komfort korzystania z tego kołowrotka, momentalnie blokując obroty wsteczne korbki. Kolejny dobry element to hamulec, który jest dość precyzyjny, a przy tym jego dźwięk jest niesamowicie przyjemny dla ucha, i naprawdę nie mam się tu do czego przyczepić, a jestem w tej kwestii bardzo wyczulony. Szpula główna mieści 200 metrów żyłki o średnicy 0,35 –  do połowów morskich to pojemność idealna, do feedera konieczne będzie nawinięcie sporej ilości podkładu z uwagi na stosowanie cieńszych żyłek, lecz jest to normą przy tej wielkości kołowrotkach. Już od początku przygody z tym modelem pozytywnie zaskoczył mnie sposób, w jaki nawija on żyłkę – bardzo ciasno i równo. Pozwala tym samym na wykonywanie precyzyjnych, kilkudziesięciometrowych rzutów, co jest niezmiernie ważne przy wędkarstwie gruntowym. 

Kilka dni po Nowym Roku miałem okazję po raz pierwszy sprawdzić, jak Boat Master poradzi sobie w ujemnych temperaturach, kiedy wraz z kolegą po kiju wybraliśmy się tradycyjnie na rzekę Noteć w okolice Chodzieży. Temperatura rzędu -7 stopni nie była dla niego żadnym problemem, a i kilkakrotne wylądowanie w śniegu w ogóle go nie zabolało.  Czasem zdawało się co prawda czuć mocniejszy opór na korbce niż zazwyczaj, ale było to prawdopodobnie spowodowane tym, że przez miesiąc leżał on na zimnym strychu, i smar był zwyczajnie zastany. Nie wpływało to jednak znacząco na komfort łowienia. 

Mimo, że jest to mniejsza wersja tego kołowrotka, już w niej szpula jest imponująco pojemna – na zdjęciu bardzo równo nawinięte 150m żyłki o średnicy 0,35mm.

Podsumowując: Największym plusem Boat Mastera jest to, że załatał on lukę na rynku kołowrotków gruntowych zarówno jeśli chodzi o cenę (ok 110zł) jak i rozmiar/wytrzymałość. Myśląc o solidnym sprzęcie gruntowym nie musimy już wydawać dwustu lub więcej złotych na specjalistyczne kołowrotki do połowu karpi, bo ich wielkość i wytrzymałość otrzymujemy w dużo niższej cenie (oczywiście jeśli nie potrzebujemy funkcji wolnego biegu szpuli). Kołowrotek ten sprawdzi się w każdej wymagającej mocnego sprzętu metodzie łowienia, i nie raz z pewnością pozytywnie Was zaskoczy. Najważniejsze, abyście nie używali go z lekkimi kijami (cw. <100g) ponieważ trzymając w ręku Boat Mastera bardzo łatwo przecenić możliwości swojego wędziska. Na koniec dodam, że jak wszystkie kołowrotki firmy Dragon, ten także jest objęty 5-letnią gwarancją, możecie więc przez długi czas spać spokojnie. I  uprzedzając Wasze pytanie – czy ten kołowrotek ma jakieś minusy? Moim zdaniem można przyczepić się jedynie do zapasowej szpuli, która została wykonana z grafitu. Skoro Boat Master jest określany przez Dragona jako sprzęt przede wszystkim do morskich połowów, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Jednak biorąc pod uwagę ogólny stosunek ceny do jakości, oraz fakt, że w wodach słodkich materiał wykonania szpuli zapasowej jest w zasadzie bez znaczenia, łowiąc nim w rzekach bądź jeziorach można zamienić ten „minus” na coś bardziej neutralnego – na przykład kropkę, przecinek, albo dużą rybę, czego Wam z całego serca życzę polecając ten sprzęt!

Pozdrawiam!

Pozostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*