Z pogodą nie wygrasz…

Zachęcony ostatnim udanym wyjazdem, ten weekend także planowałem spędzić nad wodą. Chciałem ponownie wybrać się nad rzekę Kamiennę, w miejsce w którym łowiłem ostatnio, by móc ponownie cieszyć się wędkowaniem.

Tego dnia słońce operowało bardzo mocno od samego rana, można powiedzieć, że żar lał się z nieba, a do tego było bardzo duszno. Pogoda niczym nie przypominała pogody wędkarskiej, jednak to mnie nie zraziło. Nad wodą jestem około 15:00. Wędkarzy sporo, jednak udaje mi się zająć miejsce to co ostatnio. Nie miałem takiego planu wcześniej, jednak ucieszyłem się w sumie z takiego zbiegu okoliczności. Szybko przygotowałem zestawy i oczekiwałem na branie. Nie spodziewałem się jakiejś wielkiej rewelacji, gdyż przy takiej pogodzie bywa o nie trudno. Miałem nadzieję, że konkretne brania nastąpią w nocy. Pierwsze nastąpiło jednak gdzieś 20 minut później. Po krótkim holu, tuż przy samym brzegu spiął się leszcz, na oko około 50 cm. Trochę było też w tym i mojej winy, gdyż chciałem go podebrać ręką, zamiast podbierakiem. Dosłownie w chwile po zarzuceniu zestawu, na pinki skusił się leszcz 38 centymetrowy. Po tych dwóch braniach nastąpił zastój. Gdzieś około 17:00 niebo zaczęły spowijać ciężkie chmury. Pogoda zaczęła się zmieniać i zacząłem zdawać sobie sprawę z faktu, że burza raczej nas nie ominie. Zaczęło grzmieć, w oddali zaczęły pojawiać się pierwsze pioruny. Fakt zmiany pogody najwyraźniej pobudził ryby do żerowania. Szkoda, że tylko małe leszczyki, które brały jak oszalałe, z rzutu. Gdzieś o 18:30 niestety rozpętała się burza. Jako, że nie miałem tego dnia swojego samochodu, miałem nadzieję, że nie będzie ona zbyt gwałtowna i uda mi się przeczekać ją pod parasolem. Jak się okazało przeliczyłem się. Była to prawdziwa „pompa”, której towarzyszył bardzo silny wiatr, który momentami wyrywał parasol z rąk. Postanowiłem zostawić wszystkie rzeczy i uciec by schronić się w samochodzie sąsiedniego wędkarza. W tym miejscu chciałbym podziękować mu za udzielenie schronienia. Postanowiłem nie czekać na dalszy rozwój sytuacji i poprosiłem znajomego aby przyjechał po mnie, gdyż sytuacja na zewnątrz nie zapowiadała szybkiej poprawy. Telefonując, dowiedziałem się że w sąsiedniej miejscowości zostały połamane drzewa, co jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, że czynię dobrze.

Ciężkie chmury zasłoniły niebo, chwila przed burzą

Około 21:00 jestem już w domu. Wędkarzy, przy moim odjeździe została garstka, gdyż większość podjęło podobną decyzję do mojej i postanowiła zjechać do domów. Mam nadzieję, że kolejne wyjazdy będą dużo ciekawsze i uda mi się przeżyć więcej wędkarskich emocji, z którymi później będę mógł się z Wami podzielić.



Pozostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*