Karasie i liny w czerwcowe wieczory

No cóż, to było do przewidzenia – po niezbyt pogodnym kwietniu i maju, czerwiec zapowiada się iście tropikalny. Już niedługo czeka nas odwieczna bolączka spieczonych dłoni (na to rady nie ma) i zgrzanych słońcem twarzy (nie zapominajcie o czapkach z daszkiem!). Lecz gdy my tak sobie troszkę narzekamy, ryby z radością same pchają się do siatek. No, może troszkę przesadzam, ale upalne czerwcowe wieczory i noce mogą przynieść nam rybę życia. W tym wypadku – lina bądź karasia.

Nie jest to jednak takie proste. Przy wysokich temperaturach ryby będą przybywały na płyciznach i choć łatwo je zaobserwować, to już dużo trudniej przechytrzyć. W dzień należy więc poszukać płytkich miejsc, w których trzyma się ryba. Dobre są wszelkie siedliska w okolicy grążeli czy trzcin, których głębokość nie przekracza 1/3 maksymalnej głębokości akwenu.

Z początku nie ma co mówić o jakimś łowieniu. Pierwsze dni poświęćmy na dokładne przygotowanie i obserwowanie łowiska, a wieczory – na nęcenie. Po 2-3 dobach możemy kontrolnie zabrać ze sobą wędkę, ale nie ma co się poddawać, gdy nie będzie brań – duże sztuki są z reguły ostrożne i „wyluzują” się dopiero po około 4-5 dniach nęcenia. Na swoim łowisku (przy grążelach, głębokość 1m), muszę być bardzo ostrożny, więc przez pierwsze 4 dni nie daję rybom szansy na zobaczenie mnie – nęcę z procy z sąsiedniego miejsca oddalonego o 10 metrów. To dobry sposób na zagwarantowanie sobie większej sztuki lina bądź karasia już pierwszego dnia właściwego łowienia. Ważne, by nęcić regularnie i o konkretnej godzinie, niezależnie od tego, czy widać żerujące ryby czy nie. Do nęcenia używam grochu (może być też kukurydza) i mieszam go z palletem o smaku kukurydzy w proporcji 1:1 (ok 0,5kg łącznie na dzień). Jest to tani, a przy tym bardzo skuteczny pokarm.

Po kilku dniach (czasem nawet tygodniu), gdy przychodzi do łowienia, nad wodą melduję się dwie godziny wcześniej niż zwykle, uzbrojony w 6-metrowy bat i wiadro zanęty. I tu jestem winien wyjaśnienie: po pierwsze uwielbiam łowić większe sztuki bez użycia kołowrotka – przynosi mi to więcej frajdy i satysfakcji z otrzymanej ryby, ale nie jest to regułą, i jeśli preferujecie teleskopy, na pewno sprawdzą się one bardzo dobrze. Po drugie – wiele razy słyszałem opinie, że po długotrwałym nęceniu ziarnami, nie powinno się stosować zanęty, bo „płoszy ryby”. Szczerze, nie spotkałem się jeszcze z takim przypadkiem. Wręcz przeciwnie – stosowanie zanęty w dniu łowienia dawało mi lepsze rezultaty i wabiło okoliczne ryby dosłownie odrywając je od skubania łodyg grążeli. Jest tylko jedno ale – w tej sytuacji trzeba stosować sprawdzone zanęty i atraktory.Wiele czasu zajęło mi stworzenie odpowiedniej mieszanki na tłuste liny i karasie w moim stawie, ale przez cierpliwość do perfekcji – w końcu się to udało. Oto ona: 1kg zanęty MVDE Carrasio +  1/3 opakowania atraktora MVDE Cuberdon  (owocowy) + 4 łyżki stołowe melasy + trochę palletu i grochu + łyżka zmielonej kolendry i kurkumy. Mieszanka ta niekoniecznie sprawdzi się na każdym stawie, ale polecam wypróbować ją i zobaczyć, jakie będą rezultaty.

Łowienie zaczynam od nęcenia łowiska – garść ziaren i dwie kule zanęty. Później ziarna i jedna kula co godzinę niezależnie od tego, czy są brania czy nie. Na haczyk rozmiar 8 zakładam ziarno kukurydzy i czerwonego robaka. Warto poczekać, aż ryba dobrze chwyci przynętę – jak to często bywa z robakiem, trochę może to potrwać. Stosujcie możliwie lekkie zestawy – im mniejsza wyporność spławika i grubość żyłki, tym większa szansa na przechytrzenie grubego lina i karasia. Przy tym, pamiętajcie żeby żyłka była bardzo wytrzymała (nawet do ok 5kg), zwłaszcza jeśli łowicie w zarośniętym miejscu. Polecam stosować raczej linki z „górnej półki”.

Życzę Wam obfitych połowów!

Komentarze

    Pozostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    *