Marząc o sandaczach…cz.I

Coraz to więcej pytań dostaje od Was czytelnicy dotyczących sandaczy. W zasadzie nie dziwie się gdyż sezon na tę rybę w pełni, mimo iż domniemam część z nas już zakonserwowała sprzęt na zimę.

Tak więc jak doświadczyć przyjemności walki z sandaczem? Może zacznę od tego kim jest nasz cel. Opisy sandacza znajdziemy praktycznie w każdej książce o rybach i nie będą one zbytnio odbiegały od siebie. Sandacz należy

do rodziny okoniowatych i nietrudno zauważyć podobieństwo właśnie z okoniem. Chodzi mi głównie tutaj o wygląd tych ryb, a nie oczywiście o masę, gdyż te ryby pod tym względem zdecydowanie odbiegają od siebie.

Sandacz ma wydłużone ciało o długim szpiczastym pysku. W szczękach obok drobnych zębów posiada duże „kły”.

Stąd wzięło się porównanie stosowane przez wielu wędkarzy, że ma zęby podobne do … psa. Sandacz występuje przede wszystkim w większych rzekach a także dolnych odcinkach ich dopływów, zbiornikach zaporowych, jeziorach, szczególnie tych cieplejszych i o twardym dnie.

Sandacze są jednymi z najszlachetniejszych ryb żyjącymi w naszych wodach

Sandacze z reguły to samotniki, które polują na mniejsze rybki w otwartej toni. Tarło tych ryb odbywa się od końca kwietnia do czerwca.

Podchodząc do tematu łowienia sandaczy musimy sobie zdać sprawę z kilku ważnych rzeczy. Po pierwsze jak już wspomniałem sandacz jest samotnikiem, co potwierdza tezę, że jest to ryba niezwykle inteligenta i niełatwa do przechytrzenia. Po drugie w odróżnieniu od innego popularnego drapieżnika żyjącego w naszych wodach – szczupaka – ma węższy przełyk co nie pozwala sandaczowi na atakowanie i konsumowanie zbyt dużych ryb.

Jak więc znaleźć łowisko sandaczowe i jak się zabrać za jego połów? W tym wpisie przybliżę łowienie metodą klasyczną – gruntową, w II części wspomnę o metodzie spinningowej.

W oczekiwaniu na branie sandacza

Jak powinien wyglądać zestaw gruntowy na sandacza? Wędzisko powinno nie być ani zbyt długie ani za krótkie, myślę że takie w przedziale 3.60 – 4 metry o ciężarze wyrzutu do 120 gram w zupełności wystarczy. Ważnym elementem sandaczowej układanki jest kołowrotek. Powinien na nim znaleźć się zapas żyłki (nawet i 250 – 300 metrów nie zaszkodzi. Może mieć grubość od 0.25 do 0.28mm). Dlaczego tak dużo? Odpowiedź jest prosta. Zarzucając zestaw, czy równie dobrze wywożąc go, po powrocie ustawiamy wędkę na podpórkach, na żyłkę przy przelotce szczytowej kładziemy kawałek styropianu i otwieramy kabłąk kołowrotka. Żyłkę przysypujemy piaskiem lub przygniatamy niewielkim kamykiem. Jak wspomniałem wyżej sandacze to niezwykle inteligentne a zarazem ostrożne ryby, które jeśli tylko poczują coś co im się nie spodoba – np. opór, od razu pozostawią przynętę. W przypadku brania sandacza pozwalamy mu spokojnie wysnuwać żyłkę z kołowrotka. I tutaj ma zastosowanie także druga wyżej wspomniana kwestia. Mianowicie ryby te mają wąskie przełyki więc nie należy spieszyć się z zacięciem. Sandacz musi najpierw ułożyć sobie odpowiednio przynętę i dopiero przy kolejnym zdecydowanym odjeździe możemy zacinać. Czasami może być to po 20 metrach, a czasami nawet po 50 czy 70. Kolejnym istotnym elementem jest przypon. Osobiście stosuję długie, nawet 70 cm przypony z żyłki bądź plecionki (jeśli plecionka to nie przesadzam z grubością np. 0.06-0.08 wystarczy).

Problem pojawia się co dać na koniec – czy haczyk czy kotwiczkę? Tutaj jest sytuacja sporna i wielu wędkarzy ma podzielone zdanie na ten temat. Po latach obserwacji „wędkarskiego otoczenia” i stosowania metody prób i błędów doszedłem do wniosku, że przy ostrzejszych braniach możemy stosować kotwiczki, ale przy delikatniejszych, już dużo lepsze będą haki. Jaką przynętę stosować? Moją ulubiona jest martwa ukleja. Przeszywam ją specjalną igłą (może być to igła do kulek proteinowych) a kotwiczkę czy haczyk umieszczam w okolicach płetwy grzbietowej. Niektórzy wędkarze umieszczają kotwicę w pysku ryby, jednak ja do tej metody nie mam jakoś przekonania. De facto takie przeszywanie jest także skuteczne przy łowieniu szczupaków z gruntu. W tym miejscu przytoczę Wam pewną historię, jaka przytrafiła mi się bodajże 3 czy 4 lata temu.

Pewnego dnia wybrałem się wraz z moim kolegą Mateuszem na prywatne łowisko w okolicach Lublina. Były to jeszcze nasze czasy studenckie, dlatego część rzeczy została w domu a część zabraliśmy ze sobą, tak aby móc wędkować i w domu i na studiach. Nie mieliśmy szansy złowić żadnej „drobnicy” aby nastawić się na drapieżnika. Dlatego też wybrałem się do jednego supermarketu, którego nazwy nie podam w poszukiwaniu jakiejś ryby, która nada się na przynętę. Udało mi się kupić kilka płoci. Były to spore płocie – solidnie przekraczające dłoń. Nad wodą okazało się że nie były one pierwszej świeżości. Oczywiście metoda przeszywania ryby i rzut. Po kilkudziesięciu minutach branie i na brzegu sandacz o wadze prawie 4 kg. Z tego co pamiętam brakowało mu około 20 dekagramów do rekordu łowiska. Powiem szczerze, że byliśmy nieco zdziwieni że połakomił się na tak dużą i to sklepową płoć, a wędkarze stojący obok nas nigdy nie słyszeli, że można w taki sposób łowić ryby – przeszywając „trupka”.

Wniosek płynie jeden. Skoro ryba połakomiła się na płoć ze sklepu, połakomi się również na mrożoną np. ukleje, którą można sobie złowić w cieplejszych okresach roku i przetrzymać w zamrażalniku do sezonu szczupakowo – sandaczowego. I tak też robię od pewnego czasu. Łowię ukleje dużo wcześniej, mrożę je, a na jesień mam przynętę jak znalazł.

Dobrą przynętą na sandacza jest także filet. Może być to filet z płoci czy nawet leszcza. I tutaj już raczej klasycznie zakładamy „mięsko” na hak.

Jedną z przynęt może być filet

Inaczej sprawa wygląda w rzekach. Jeśli łowimy na nurcie, na opasce nie możemy otwierać kabłąka kołowrotka,

tylko musimy decydować się na łowienie na ostro, ewentualnie możemy otworzyć wolny bieg kołowrotka.

W takich warunkach sandacze biorą bardziej zdecydowanie aniżeli w przypadkach wskazanych wyżej. Tym samym zacinamy dużo wcześniej.

Podsumowując, metoda gruntowa na sandacza sprawdzi się niewątpliwie. Na pewno takie wędkowanie ma swój urok, a sukces zależy od wielu czynników, z których największą rolę odgrywa … szczęście. Bo ono jest niezbędne do złowienia każdej dużej ryby.

Komentarze

    Pozostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    *